ADRIAN SMITH

WYWIAD Z ADRIANEM SMITHEM 

30.05.2001r.

Wojtek Kozielski: Zespół Iron Maiden istnieje już od bardzo dawna. Jakie widzisz podobieństwa i różnice pomiędzy ta kapelą ze wczesnych lat 80., a Iron Maiden AD 2000?

Adrian Smith: Myślę, że w tym czasie grupa tak naprawdę się nie zmieniła i - moim zdaniem - jej "esencja" muzyczna pozostała taka sama. Nasza siła polega na fakcie, że w sposób drastyczny nie zmieniliśmy obranego na początku kierunku. Nie straciliśmy też kontaktu z fanami. Z pewnością, każdy z nas dorastał przez ten czas i w związku z tym poprawiły się relacje wewnątrz bandu.

Wojtek Kozielski: Na początku swojej działalności byliście jedną z formacji reprezentujących tzw. "nową falę" brytyjskiego heavy metalu. Co stało się z innymi wykonawcami tego nurtu?

Adrian Smith: Rzeczywiście, istniała "brytyjska fala" - na czele z takim zespołami, jak Def Leppard czy Saxon. Ci pierwsi jeszcze działają, Saxon też chyba jeszcze istnieje. Reszta odeszła w zapomnienie. Wszystko potoczyło się tak, jak w przypadku każdego innego muzycznego trendu. Kilka z tych kapel pozostało blisko rdzenia, kilka od odeszło w innym kierunku. Iron Maiden działa nadal. Jesteśmy w bardzo szczęśliwym położeniu, ponieważ mamy wielu wielbicieli i dlatego możemy nadal działać.

Wojtek Kozielski: Jesteście jedną z ważniejszych grup w historii muzyki heavy metal, a wielu ważnych wykonawców thrashmetalowych z USA przyznawało się do inspiracji Iron Maiden. Czy w związku z tym czujecie się "klasykami" gatunku? Zależy wam na tym mianie?

Adrian Smith: Nie sądzę, żeby na świecie istniało zbyt wiele bandów brzmiących w stylu Iron Maiden. Uważam, że jesteśmy formacją na swój sposób unikalną. Zawsze robiliśmy rzeczy, różniące się od tego, co proponowały inne zespoły i od kiedy pamiętam, złamaliśmy wiele reguł. Nasza muzyka nie była zbyt często prezentowana w radiu, niezbyt często pojawialiśmy się także w telewizji; doszliśmy do tego wszystkiego, grając koncerty dla naszych fanów.
Bardzo nam schlebia, że wielu amerykańskich muzyków przyznawało się do inspiracji twórczością Iron Maiden. Może dlatego, że koncertowaliśmy w USA, gdy nastąpiła tam eksplozja nowej fali heavy metalu. Rozmawiałem z wieloma członkami słynnych amerykańskich grup: Biohazard, Alice In Chains czy Machine Head. Wszyscy oni mówili nam, że jeszcze kiedy byli dzieciakami to widzieli nasze koncerty i właśnie one zainspirowały ich do późniejszych działań. To wspaniałe uczucie!

Wojtek Kozielski: Zainspirowaliście także mnóstwo kapel w Polsce. Czy pamiętacie występy w naszym kraju w połowie lat 80.?

Adrian Smith: Oczywiście! Filmowaliśmy wtedy wszystko kamerą video. Było to dla nas ogromne doświadczenie, gdyż istniała wtedy "żelazna kurtyna" i byliśmy chyba jednym z pierwszych wykonawców zagranicznych, który przyjechał na koncerty do Polski. Przed wszystkim zapamiętałem waszą publiczność - entuzjastycznie nastawioną do naszej muzyki, doskonale bawiącą się na naszych koncertach. Pamiętam to wszystko doskonale. Wspominamy także żołnierzy, którzy pilnowali naszych występów. Na początku byli bardzo spięci, ale po pewnym czasie bawili się razem z publicznością. W pewnym momencie zaczęli nawet rzucać czapkami na scenę. Zabraliśmy kilka takich żołnierskich czapek ze sobą do Anglii. Zapamiętałem także człowieka, który podróżował w naszym autobusie... Był wysoki na sześć stóp i na cztery stopy szeroki. Nigdy ani słowem się do nas nie odezwał i zawsze miał nas na oku. Może jego zadaniem było pilnowanie, czy nie przemycamy do Polski czegoś zakazanego?

Wojtek Kozielski: Porozmawiajmy o waszej nowej płycie, "Brave New World". Odnoszę wrażenie, że w dalszym ciągu brzmicie jak "dobre, stare Iron Maiden"...

Adrian Smith: Masz prawo twierdzić, że materiał brzmi jak klasyczne Iron Maiden. W końcu Bruce Dickinson znowu z nami śpiewa! Ale ja uważam przede wszystkim, że jest to zdecydowanie najlepiej brzmiący nasz album! Został bardzo dobrze wyprodukowany i myślę, że stanowi najmocniejszą rzecz, jaką nagraliśmy w ostatnim okresie.

Wojtek Kozielski: Słyszałem, że utwór tytułowy z krążka został zainspirowany książką Aldousa Huxley'a. To prawda?

Adrian Smith: Tak.

Wojtek Kozielski: Nie jest to pierwszy "kawałek" w repertuarze Iron Maiden inspirowany literaturą bądź filmem. Czytanie książek nie jest sposobem na spędzanie wolnego czasu, z którym zwykło się kojarzyć kapele rockowe? W waszym przypadku jest inaczej...

Adrian Smith: Tworzone przez nas dźwięki mają swoją dramaturgię i w taki też sposób interpretujemy je na scenie. Z drugiej strony - bardzo inspiruje nas literatura. Wiem, że jest to dalekie od wspomnianej przez ciebie normy.

Wojtek Kozielski: Czy będąc w trasie koncertowej czytacie dla zabicia czasu w autobusie?

Adrian Smith: Tak, ale prawdę mówiąc nie zajmuje nas wtedy jakaś "głęboka" literatura. Są to raczej biografie sportowców lub tanie powieści.

Wojtek Kozielski: Przyznałeś wcześniej, że longplay "Brave New World" jest utrzymany w "klasycznej" stylistce Iron Maiden. Tymczasem scena heavymetalowa zmieniła się bardzo od czasu, gdy formacja rozpoczynała karierę. Nie macie ochoty, wzorem wielu innych zespołów, by swoje brzmienie wzbogacić o elementy elektroniki czy hip hopu?

Adrian Smith: Myślę, że grupa pozostanie wierna swoim korzeniom. Nie będziemy przecież zmieniać się z powodu mody - nie sądzę, by nasi fani byli z tego zadowoleni. Błędem byłoby szukanie brzmieniowych kompromisów.

Wojtek Kozielski: Na początku naszej rozmowy powiedziałeś: "Esencja" muzyczna Iron Maiden pozostała taka sama. Ale czy jesteś w stanie dokładnie określić to, co stanowi esencję muzyki bandu?

Adrian Smith: Wyrażenie tego słowami jest bardzo skomplikowane. Chodzi głównie o to, że przez te wszystkie lata pozostaliśmy uczciwi. Ostatnio pojawiły się naciski na Iron Maiden ze strony wydawcy. Mówiono nam, że możemy sprzedać milion egzemplarzy płyt więcej i zarobić dużo pieniędzy, jeżeli zaczniemy pisać inne piosenki i będziemy grali komercyjnego rocka. Jednak gdybyśmy tak zrobili, stracilibyśmy naszych fanów. A na to grupa nigdy by się nie zdobyła.